sobota, 15 września 2012

Jedyne Uczucie


Yo.
Więc tak. Krótkie coś. Jedyne co udało mi się kiedykolwiek zakończyć.
Zainspirowane wywiadem-rozmową dwóch aktorek Takarazuki, Seny Jun oraz Oozory Yuuhi.
Tytuł jest roboczy i beznadziejny, ale nie mam innego pomysłu. Jak dla mnie całość lekko pachnie yuri. Ale tak lekko, leciutko.
Jeśli ktoś tu kiedykolwiek wejdzie, niech zostawi konstruktywny komentarz. Krytyka (krytyka NIE wulgaryzmy) bardzo mile widziana. Jakoś muszę się doskonalić, a bez pomocy nie do końca wiem, co właściwie robię źle. Miłego.


   Pamiętam, gdy zobaczyłam cię po raz pierwszy. Stałaś na korytarzu, mijana przez roześmiane grupki dziewcząt. Obojętny wyraz twarzy mógłby zmylić niedokładnego obserwatora, ale ja zauważyłam zmarszczone kąciki ust, lekko zaniepokojone, piwne oczy. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Myślę, że czułyśmy się tak samo źle. Stojące samotnie, po dwóch stronach korytarza… To był impuls, jeden z wielu, które kierują moim życiem.
- Cześć! Podoba mi się twój płaszcz. Skąd go masz?
   Uniesione brwi, pełne usta wygięte w wymuszonym uśmiechu.
- Z szafy babci. Ma jakieś 50 lat. – Wymawiasz słowa powoli, z trudem. Widać, że japoński nie jest twoim ojczystym językiem. Nie jesteś zainteresowana rozmową, nie odpowiadasz na pytanie o imię. Nawet nie wiesz jak mnie to zabolało.
- Jestem Sayako. – Cicho wypowiedziane zdanie uderza w moje plecy z siłą rozpędzonego samochodu.
Odwracam się z radością.
- Katsumi. Skąd jesteś?
- Zza granicy.
   Te zdawkowe odpowiedzi były denerwujące, ale sprawiały, że chciałam być wścibska, pytać i pytać, aż do wyprowadzenia cię z równowagi. Chciałam żebyś pokazała emocje, nakrzyczała na mnie, pozbyła się tego obojętnego tonu. Nie zrobiłam tego, zabrakło mi odwagi. Zamiast tego mówiłam o sobie. O moim domu, pokoju, ulubionej muzyce... Byłaś dobrym słuchaczem. Przerywałaś mi tylko gdy mówiłam zbyt szybko. Z głośnika nad nami płynęły nazwiska dziewczyn wzywanych na egzamin. A my prowadziłyśmy tę parodię dialogu.
Pamiętam chwilę, w której usłyszałam swoje nazwisko.
Czasami tak jest, że gdy na coś czekasz czas płynie powoli i spokojnie, a gdy przychodzi co do czego to miękną ci nogi, trzęsą się ręce i czujesz każdą kroplę krwi płynącą przez twoje ciało. To było to. Ruszyłam roztrzęsiona przed siebie. Miałam nadzieję, ze wykonasz jakiś ruch. Złapiesz mnie za ramię, szturchniesz, szepniesz ciepłe słowo. Nie. Nie ty. Nawet nie drgnęłaś, gdy w drzwiach obejrzałam się na ciebie.
   Dzień dobry, zaśpiewaj, zatańcz, do widzenia. Nawet nie zauważyłam kiedy upłynął test. I potem szary, powoli pustoszejący korytarz. Nie wiedziałam dlaczego czekam. Teraz wiem. Gdybyś to przeczytała... Już widzę twoją minę, lekko uniesione brwi i komentarz „Jakie to słodkie”. To takie w twoim stylu.
   W końcu przyszłaś. Byłaś zdziwiona moim widokiem. Skinęłaś mi głową i poszłaś w milczeniu przed siebie. Wiedziałam, że nie zrobisz nic więcej, a jednak zawiodłam się. Chciałam, żebyś się zatrzymała, uniosła kąciki ust, A tu nic.
Pamiętam twoją sylwetkę na tle ostatnich promieni słońca przebijających się przez szklane drzwi. Pobiegłam za tobą, ale zniknęłaś w tłumie szarych ludzi goniących swoje szare sprawy. Czasami tylko, gdy jadę metrem, albo spaceruję w deszczu mam wrażenie, że w oddali majaczy twoja postać. I od razu pragnę podbiec, wzbudzić w tobie więcej uczuć niż tylko zdziwienie... Ale za każdym razem okazuje się, że to nie ty. A ja i tak próbuję, jak natrętna mucha. Wciąż mam nadzieję, że gdzieś tam jesteś. 

Neryo ma nadzieję, że się podobało.

3 komentarze:

  1. Drogi bratanku, odnośnie grafiki, to już powiedziałam/łem/łom i poujednolicasz te kolory, jak znajdziesz czas. Miałam się natomiast wypowiedzieć na temat samego opowiadania.
    Po pierwsze rzucił mi się w oczy pewien szczegół techniczny, jeżeli chodzi o zapis dialogów. Sprawa ma się tak, że kiedy po wypowiedzi bohatera mamy wyrazy "paszczowe" (powiedział, odrzekł, odparł), wypowiedzi nie kończymy kropkami ani przecinkami, następnie zaczynamy kwestię narratora z małej litery. Natomiast u ciebie w tekście odgłosów paszczowych nie ma, a więc wypowiedź bohatera kończy się kropką (co zrobiłaś) i zdanie narratora zaczyna się od wielkiej litery (czego już nie masz). To tak z grubsza. jakbyś miała jakieś bardziej skomplikowane dialogi, to tutaj jest całkiem kompetentna strona: http://piorem-feniksa.blog.onet.pl/2,ID305975255,index.html Niestety wszystkiego tam nie ma (sama mam pewną dialogową zagwostkę, której nikt nie potrafi rozwiązać, i chyba już tak zostanie), ale i tak warto zerknąć.
    Jeżeli jesteśmy już przy szczegółach technicznych - naliczyłam pięć wielokropków, a to całkiem spoko, jak na długość tekstu. Oczywiście nie jest to błąd i zauważyłam to dopiero wtedy, kiedy bardziej wgłębiłam się w warstwę techniczną tekstu (analizatorski nawyk :P), ale jestem na tym punkcie szczególnie przewrażliwiona (a to z kolei analizatorskie skrzywienie) i wywaliłabym szczególnie ten z "Jestem... Sayako.", bo on mi wadził podczas czytania.
    Poza tym tytuły generalnie zapisuje się najpierw z wielkiej litery, a potem, kolejne słowa, już z małej. Niestety bazuję tutaj jedynie na własnych empiriach i konkretnej regułki nie podam (wielkie litery zazwyczaj robię na wyczucie).
    Dobra, to tyle, jeżeli chodzi o sprawy techniczne. Ze spraw merytorycznych - podobało mi się. Co prawda niespecjalnie znam obie panie (khem, nie znam w ogóle), tak samo jak rzeczonego wywiadu nie czytałam, ale zdaje się, że nie było to konieczne, żeby wiedzieć, o mniej-więcej chodzi (cóż, skoro ty przeczytałaś "Kwiaty" nie znając fandomu). Mam oczywiście mój wewnętrzny talent do niedostrzegania shounen/shoujo-ai nawet tam, gdzie one są, a więc u ciebie, skoro prawie ich nie ma, to mogę z ręką na sercu powiedzieć, że ja tu żadnego nie widzę. Za to bardzo podobało mi się ukazanie takiej dziwnej relacji, łączącej Sayako i Katsumi. Dobrze wkomponowała się tutaj narracja drugoosobowa, dzięki której postać Sayako pozostaje bardzo enigmatyczna i w zasadzie mi, jako czytelnikowi, trudno jest powiedzieć, czy w ogóle dostrzegła obecność Katsumi. Z drugiej strony to własnie Sayako jest mi bliższa z charakteru, a więc czuję do niej większe przywiązanie.
    Na pewno tekst skłania do refleksji, nie ma tępionego przeze mnie happy endu, a więc o wiele lepiej wpasowuje się w moje gusta. Jednakże przyznaję, że mógłby być nieco dłuższy, szczególnie ten ostatni akapit. W nim czytelnik dostaje to uczucie samotności i tęsknoty oraz obraz poszukiwań, jednak zanim zdąży, hm, nazwijmy to, zaabsorbować owe emocje, tekst już się kończy. Myślę, że jakieś dwa-trzy zdania dużo by zmieniły w odbiorze zakończenia.

    To tyle. Jak widzę podczas pisania automatycznie włączył mi się styl komentarzotwórcy, w którym ciągle się doskonale, ale to takie małe skrzywienie. Każdy ma jakieś odchyły, prawda? *idzie pozachwycać się wspaniałością Masamune-sama i przekonać go, że do twarzy byłoby mu z takim ślicznym, niebieskim, uroczym wężem na ramieniu* Chyba zostanę psychiatrą, dobrze mi to zrobi, MWAHAHAHA!

    wujek,
    Goyosei no Niofomune

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie wyszło aż tak źle jak na początku sądziłam. Wywiadu zupełnie znać nie musisz, o pierwszym spotkaniu aktorek jest tylko trochę. Po prostu odwzorowałam niektóre ich cechy.
      Swoją drogą, Sayako była odzwierciedleniem Oozory Yuuhi, która zawsze wydawała mi się bardzo kontaktową osobą...

      Usuń
  2. O, teraz kolorystyka jest lepsza. Tylko może podtytuł w nagłówku zrób takim samym kolorem jak tytuł główny, bo on się trochę zlewa.
    I jeszcze kwestia, którą zauważyłam dopiero przy pisaniu poprzedniego komentarza - możesz usunąć kod weryfikacyjny w komentarzach? Bo blogspot ma takie kody, że muszę trzy razy próbować, zanim wpadnę na to, że ten żuczek to nie jest "l" i "i", tylko "t". Ta opcja znajduje się w Ustawienia -> Posty i komentarze

    Niofo

    OdpowiedzUsuń